"don't walk away...in silence"

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koncert. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koncert. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 grudnia 2008

poniedziałek, 3 listopada 2008

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Rób Punk (2)008

Fajnie było, chociaż czasem czułem się jakbym oglądał Latający Cyrk Monty Pythona. Xsenia się popłakła, bo koleś ją ojebał (niesłusznie) że przyprowadziła Koniaka (nazi skin czyt. bonehead)...który mnie później przeprosił (!). Przyjechali z ?? dwaj kolesie ponieważ jeden z nich "Broda" zabujał się w Xennie...a ta przykleiła sie do Maćka (taki oi, któremu życie zdążyło już nieźle dopiec). Jeden nabuzowany koleś nazwał mnie naziolem (sic!) i dał mi nawet w twarz (straszny chudzielec, cios bardziej widziałem niż czułem) bo go odepchnąłem i podniosłem owego oia gdy ten go butał...w sumie nie wiem o co poszło, ale było mówione żeby nie bić sie w barze więc interweniowałem. Próbowałem mu nawet wytłumaczyć, że nie jestem nazi ale niestety nic do niego nie docierało, bo kazał mi "wypierdalać do kolegów". Baśka nas rozdzieliła. BTW...wcześniej nieźle zjechała tego debila co się na Xeni wyrzywał. Gandrzej już chodzi w białych belkach; dostał przypadkowo? od Lewego, który chciał bić się z Koniakiem (też był chętny). W pewnym momencie wpadli kibole (wezwani przez Koniaka, który stwierdził, że punków jest za dużo i sam sobie nie da rady), ale jakoś ich Kuba (wokalista Adwentu) uspokoił i po wypiciu piwka chłopaki sie zmyli. Wcześniej przyszli młodzi chemicy i wymiękli jak zobaczyli kilkadziesiąt punków.

wtorek, 5 sierpnia 2008

Przystanek Woodstock 2008

Będę używać skrótów by nie pisać przez cały dzień.

1.zbiórka o 17 pod moim blokiem - Ja, Aśka, Faustyna, Michał, Xenia, Gandrzej (nie pojechał)
czekanie kilka godzin na pociąg (ktoś wcześniej wyskoczył; do ekipy dołączył Irek), czekanie w KK - ktoś pociągnął za ręczny hamulec, niespodzianka w postaci Roodego, powszechne kpiny z 2 ubranych jak do pacyfikacji glin "a czemu panowie mają zomowskie pałki?", "przepraszam dlaczego ta bomba leży w krzakach?", śpiewanie "dzieciaki atakujące policję", hasła typu "chwdp" itp. spokojna podróż (przez moment byliśmy sami w zarzyganym przedziale, później znaleźliśmy lepsze miejsce)

2.przyjazd, dygotanie z zimna, 2 zł dla przewoźnika, pole namiotowe, rozbicie obozu, kupienie ciepłego żarcia, rozdzielenie się, (10:00 – Jacek Żakowski 12:00 – Tomasz Raczek
14:00 – Manuela Gretkowska), Festiwal Filmowy FILMOWA GÓRA, Bakszysz, przyjazd Ewki z kumpelami?

3.13:00 – Kamil Durczok, oficjalne otwarcie, DAAB, Żywiołak, Tribe After Tribe (deszcz, taniec, błotne zabawy), mycie się w lllooodddowwattej wwwoooddzie [3 płuco], przyjazd Picka z ekipą, Festiwal Filmowy FILMOWA GÓRA, trochę Lao Che, Karbido(!!), Xbox, pasaż handlowy~wioska piwna~ASP. Jaja w postaci chodzenia z karteczką - "Sex bez zobowiązań, orgazm łechtaczkowy, hihiena 100% PS tylko kobiety" a z drugiej strony - "żartowaliśmy". Michał i Irek usiedli na krawężniku w najbardziej ruchliwym miejscu, co spowodowało liczne (pozytywne) śmiechy, zdjęcia oraz dziwną reakcję pewnego kolesia...mianowicie powiedział, że jest chęty; po pokazaniu mu post scriptum powiedział, że ma łechtaczkę, ściągnął gacie i wsadził penisa między nogi tak, że tylko włosy mu było z przodu widać co dość przypominało żeńską część ciała. Wszyscy wymiękliśmy i niemal płakaliśmy ze śmiechu. Gdy odszedł powoli zaczeli się zbierać ludzie którzy identyfikowali się z tym co jest na kartce...w pewnym momencie było ich już 7! Z czego też miałem niezły ubaw. Odnalezienie Roodego, żulenie przez nich kasy, kupienie duuuuuużo piw...

4.pasaż, 12:00 - Warsztat gry na harmonijce ustnej – Bartosz „Boruta” Łęczycki, bieg na 99m i skok w dal, 14:00 – prof. Leszek Balcerowicz (pierdolił tak, że po kilku minutach opuściłem ASP. Koleś chce odebrać wcześniejsze emerytury (praca do 70 lat??!! a później głodowe emeryturki); za przykład cudu gospodarczego podał...Chiny i Indie (myślałem że jebnę)...koleś patrzy tylko na liczby, niech sam sobie zapierdala za nic, bez ubezpieczenia, z zabieraną 1-szą pensją, niech mieszka w kilkanaście osób w fatalnych warunkach, pracuje cały dzień jak w Chinach albo niech sobie należy do podzielonej na kasty społeczności o mocnym rozwarstwieniu materialnym jak w Indiach. Stawianie irokeza. Odrzucenie niemoralnej propozycji (sex) Roody z Michałem się zmyli do domu (na gapca 1 klasą,3 razy wywaleni z pociągu, ale bez mandatu, bo M okradli i nic nie miał a R przyjechał na Woodstock tylko w ubraniu). 18:00 – Festiwal Filmowy FILMOWA GÓRA, GAGA/Zielone Żabki, CLOSTERKELLER. Spanie w namiocie z Faustą i Aśką poprzedzone co najmniej godzinnym śmiechem a spowodowane przemoczonym namiotem,śpiworem itd. oraz głośnym stosunkiem pary w namiocie obok "Ach och o Jezu Jezuuu"itd. wywołującym u mnie śmiech.

5.ranek-krzyki owej dziewczyny, uderzenia w namiot spowodowane jakby padaczką, dziwne zdania "ona nie żyje", "on nadchodzi ", "ona była pierwsza"...więcej nie pamiętam, ale dużo tego było i wciąż się powtarzało. Część myślała, że jest opętana i mówili by iść po księdza do ich wioski (Przystanek Jezus), część sobie z tego robiła niezłe jaja a ja czekałem aż się uspokoi ponieważ podejrzewałem, że się naćpała i ma tzw. bad tripa. Po kilkunastu minutach wszyscy mieli już tego dość i ktoś wraz ze mną zawołał przechodzącego w pobliżu pokojowego patrolowca...pytania co brała (jej chłopak powiedział,że dragonflya), wyciąganie jej z zawalonego namiotu, przewiezienie do punktu medycznego. Ewka z koleżankami (wszystkie je okradziono) Fausta i Irek się zmywają do domu (ok.13). Rozwalenie przez Picka namiotu Dudziaków. Słuchanie ale nie bycie na Acid Drinkers i Clawfinger. Koncert The Starnglers xD

6. Pakowanie, męcząca wędrówka na stację, 06:10 odjazd, 13:30 coś przyjazd

niedziela, 27 kwietnia 2008

Disorder-relacja


Wczoraj byłem na koncercie (dane na załączonym obrazku) z Michałem, Aśką i Andrzejem. Nasze Pogorzelec Barmy Army bawiło się całkiem nieźle...do pełni szczęścia brakowało tylko czegoś z procentami. Co prawda Aśce udało sie wykombinować 2 piwa,ale sama wypiła z połowę a 1 na 3 spragnionych to męka. Nikt nie miał kasy na picie (sam postawiłem M i A bilety i przejazd a Aś dołożyłem) po kupieniu bil.powrotnych zostało nam 52 gr. Nie żałuję wydanych pieniędzy...w zasadzie to jestem trochę z siebie dumny, że zamiast przeznaczyć je na siebie sfinansowałem companieros wycieczkę. Nie można wydać lepiej pieniędzy niż na ludzi na których ci zależy.

No dobra dość chwalenia się ;)...
1 kapela-HGW-jak na mój gust mają 1 dobry utwór "punk na zawsze antyfaszystowski". Grają crusta a to w zasadzie oznacza, że nie idzie zrozumieć o czym śpiewają. A dla mnie teksty są niemal równie ważne co muzyka.
2-Whitman. Mało ludzi się przy nich bawiło. Też mnie jakoś nie rozruszali. Wydawało mi się, że grają lepiej. Tekstowo-śląsk, śląsk i coś tam jeszcze...dwusłowem-nic specjalnego.
3-Infekcja. Yep Ci to dali czadu, aż mnie głowa trochę rozbolała od tego hałasu...a później prawie przysnąłem :). Wokalista ma niezły głos i świetnie nim operuje. Szkoda tylko, że 98% dźwięków to były wrzaski a nie słowa. Za to podobała mi się gra basisty.

BTW...te wszystkie Crusty wyglądają tak samo. Totalny uniformizm-liczne kolczyki (często czarne w tym tunele u mężczyzn), jednolity czarny strój, ćwieki, jeansowe kurtki z obciętymi rękawami (kamizelki), klucze przypinane do spodni (tym samym zaczepem), dready na całej głowie lub crusty, czarne pieszczochy, ćwiekowane pasy, czarne czapki z daszkiem (równiez ćwiekowane) no i naszywki (czarno-białe). Wyglądali jak tzw. czarna armia CRASSu. Zabawne...podobny stopień zuniformizowania można zauważyć u skinheadów. Widocznie radykalne poglądy łączą się z modą (wiem odkryłem Amerykę).

Wracając do relacji...
4-Disorder. Tu był czad xD Stary, prawdziwy punk pełną gębą. Zespół składa się obecnie z trzech mężczyzn (w tym 1 młody-perkusista). Wszyscy wchodząc na scenę mieli już nieźle w czubie. Wokalista i perkusista nie mieli sprzętu a wzięli za koncert 2tys. Wok. przywitał nas "kurwa, przejebane" itd. Co chwilę prosił o piwo, miał problemy z sprzętem i grał na basie jakby się nauczył 3 dni wcześniej. Pluł na kolesia który go wygwizdywał i obrażał (później ów osobnik dostał za to od skina w mordę). Dwa razy zagrali "fuck your nacionanlity",było i moje ulubione "kamikaze" (szkoda, że tak to beznadziejnie brzmi bez basu; czasem przestawał grać i śpiewać, siadał sobie i nie bardzo wiedział co robić dalej). "Rozmawiał" z publicznością, dawał tzw. żółwika, później pił i rozmawiał kto tylko zagadał. Grali fajną muzykę, w końcu słyszałem wszystkie słowa, choć swoją drogą na płytach brzmią o niebo lepiej.

Co do mnie, to wyszalałem się w pogo...jak zwykle cała kumulowana agresja została wyładowana; cudowny jest ten spokój, wyciszenie gdy mnie opuści. Już widzę tę pracę magisterską "Punkowe pogo jako katharsis" :) . Wracaliśmy pośpiechem (23.45), który i tak się spóźnił o dobre 15 min. A w drodze do domu męczył mnie katar i łzawienie z oczu...pieprzona alergia.